Djeravica

Djeravica – najwyższa góra Kosowa zaliczana do Korony Europy o wysokości 2658m.npm oraz drugi szczyt całych Alp Dynarskich. W zasadzie nic strasznego poza pogodą i brakiem oznaczeń na trasie. To że było zimno, padało i byłem mokry większość dnia dało się przeżyć… ale połowę czasu podejścia spędziłem na szukanie szlaku, co bardzo mnie irytowało. Zarówno oznaczenie jak i sama ścieżka były tak słabo widoczne, że nawet przy słonecznej pogodzie można by mieć problem z prawidłowym poruszaniem się po przodu. Widać, że szlak zaniedbany i mało uczęszczany. W sumie w górach Bałkanów podoba mi się to, że szlaki są puste, można przejść pół dnia nie spotykając nikogo. To nie nasze zatłoczone ścieżki. Od 7:00 do 10:00 podjeżdżałem z miasta Deçan na wysokość 1600m.npm, rozległa polana rozkopana przez koparki i koniec szutrowej drogi, która zresztą jest chyba w całości przygotowana pod asfalt, bo na całej trasie pełno ciężkiego sprzętu. Tuż na początku podjazdu znajduje się Monaster Visoki Dečani, największy i najważniejszy taki obiekt na Bałkanach strzeżony przez siły KFOR. O 10:00 zostawiłem rower za szopą i ruszyłem w górę drogą dla pojazdów 4×4. Na wysokości 2000m znajduje się parę osad, w których mieszkają pasterze z rodzinami. I tu zaczęły się schody, ponieważ zrobiło się rozwidlenie dróg, a początku szlaku widać nie było. Pogoda zaczęła się psuć, ja nasiąkałem wodą, a do szczytu wciąż było daleko. Zapytałem jednego z osadników o drogę na Djeravice, ale pokazał mi tylko kierunek. Ponad kilometr szedłem w górę wypatrując we mgle oznaczeń szlaku kilka razy krążąc i wracając się…W końcu dostrzegłem biało-czerwony znak. Niestety, większość z nich była tak stara i wyblakła, że kolejne kilometry wcale nie były łatwiejsze. Kilka razy miałem ochotę się wrócić i spróbować jutro południową drogą z miasta Junik. Dłuższą chwilę w deszczu czekałem aż chmura się przesunie, abym mógł chociaż kierować się na odpowiednią górę. Na szczęście im wyżej i bliżej szczytu tym znaki i ścieżka były lepsze. Tuż pod szczytem już spore „austriackie” znaki, których nie sposób nie zauważyć. Szczyt osiągnąłem o 14:00, chociaż powinienem o wiele wcześniej. Zejście już bez kłopotów z orientacją. O 16:00 byłem przy rowerze, a po kolejnej deszczowej godzinie znalazłem się z powrotem w Deçan, gdzie suszyłem się w jedynym hotelu w mieście i, jak się później okazało, był to mój jedyny nocleg w hotelu podczas całej wyprawy. Park Narodowy i góry, w których leży Djeravica, Zla Kolata i Maja Jezerces, nazywa się Prokletije czyli Przeklęte. Podczas podjazdu zauważyłem wyraźne ślady przynajmniej jednego wilka.

 

Comments are closed.